|
Nasi riderzy Baxx i Siwy postanowili odwiedzić znane Europejskie spoty landkitingowe.
Oto relacja z ich wyprawy:

Idea objazdu po Europie z kajtem w bagażniku powstała już dawno, warunkiem oczywiście były sprzyjające warunki wiatrowe na danym spocie. Na początek ustalaliśmy grafik podróży wraz z rozpiską kilometrów do przebycia. Założyliśmy sobie, iż w ciągu dnia katujemy na kajcie (max dwa dni) na danym spocie, a w nocy przemieszczamy się na kolejną miejscówkę.
Plan był prosty, mianowicie dużo wcześniej ustawiliśmy się @ ze znajomymi z poszczególnych krajów np: sąsiedzi z Czech, kolega Lolo z Francji, kolega Yannick z Niemiec, stary przyjaciel Papier z NL i miejscowi z Dani na Romo. Nazbierała się długa lista osób, które chcieliśmy odwiedzić. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie u każdego będą sprzyjające warunki pogodowe na daną chwilę odwiedzin, co za tym idzie rezygnacja z części założonej trasy. Jak się zakończyło to wszystko dowiecie się w dalszej części recenzji.
To ze Trip doszedł w ogóle do skutku to w dużej mierze zasługa Siwego, który postanowił mi towarzyszyć.
Parę dni przed wyjazdem bacznie śle
dziliśmy progno n
a sprawdzonych portalach internetowych. Tak jak z każdym dniem zmieniała się prognoza w danym kraju, tak też zmieniała się nasza droga podróży.
W końcu w dniu wyjazdu stwierdziliśmy, że będziemy w pilotować trasie progno na dany rejon Europy.
Dnia 13.08.2011r wystartowałem do Bełchatowa, gdzie po zapakowaniu Siwego udaliśmy się do Wrocławia w odwiedziny do starego znajomego z Powerkitewrocław Ramonesa. Miałem nadzieję, że gdzieś wyskoczymy polatać na pobliskie spoty, ale niestety nie wiało. Z Wrocka wystartowaliśmy wieczorem w kierunku Berlina. Tam czekał na nas spot na zamkniętym lotnisku Tempelhof w Berlinie. Od samego rana lataliśmy z jakimś lokalnymi ziomkami. Oczywiście pogoda nas nie rozpieszczała, ale nie przeszkadzało to nam w rajdach na longbordzie z latawką.
Po południu się rozwiało więc zaczęliśmy nagrywki. Po godzinie obserwacji naszych poczynań, ochrona lotniska zajechała mi drogę i oznajmiła, że jest zakaz lotów powyżej metra, a moje skoki po 4-5m powodują to, iż radary z pobliskiego lotniska przechwytują sygnał latawca. Dziwne, bo na tym spocie byłem już z 10 raz i nigdy się taka sytuacja nie zdarzyła, tym bardziej, że skoki były o wiele wyższe. ...nie ważne.
Po zapakowaniu całego sprzętu udaliśmy się do Grossberen na wake cable park. Tam Siwy stawiał pierwsze poważne kroki w kierunku slajdów na boxie. Szło mu bardzo dobrze. Ja szlifowałem swoje triki i próbowałem nowych ewolucji.
Po wyczerpującej sesji postanowiliśmy coś upichcić, więc po przeszukaniu lodówki turystycznej powstało danie dnia (danie, które jeszcze przez dwa dni jedliśmy :P) a mianowicie pyszne leczo z klopsikami.
Wieczorem standardowy chill przy sziszy i rudej procentowej, chwila snu i nocna trasa w poszukiwaniu wiatru. Z pomocą przychodził nam Andrzej-Airman, który przysyłam nam Update prognozy na poszczególnych spotach. Po przeanalizowaniu sytuacji postawiliśmy na miejscówkę, którą chyba każdy landkiter w Polsce zna, a mianowicie Romo w Danii. Takim sposobem z rana bujałem się już ze słuchawkami na uszach, przy porannym słońcu na jednym z najlepszych lądowych spotów w Europie. Trafiliśmy na super warunki, ponieważ były pływy i każdego poranka po odejściu wody plaża wyglądała jak lustro, bez jakichkolwiek „placków piaskowych”.




Najlepsze jest to, że spotkaliśmy przyjaciela z forum landkiting.pl, który właśnie spędzał miły urlop z rodziną na kajcie. Przeżyłem ogromne zaskoczenie, gdy ktoś podjeżdża i krzyczy po Polsku „(..)ejj Baxx...co wy tu robicie??(..)”. Ów zaskoczenie trzeba było zneutralizować wieczorną imprezą przy grillu i wyrobach własnej roboty. Planowaliśmy spędzić czas na Romo max dwa dni i jechać dalej
, ale po kolejnym Update okazało się, że wiatru brak w całej okolicy, więc zostaliśmy do oporu na piaszczystej wyspie. Nie znam nikogo, kto by
chciał wracać d
o domu po całodniowej, słonecznej sesji na plaży, po basenie, saunie i jakuzi i wypas grillowaniu, my na pewno nie!!!!
Tak ogólnie wyglądał pierwszy Polski EuroTrip po spotach, mam nadzieje, że za rok wybierze się z nami więcej zajawkowiczów.
Wstępnie planujemy zrobić taki trip w następnym roku, w dowolnym terminie. Dodatkowo planuję zebrać taką ilość osób, by móc wynająć Campera i pojechać silną i zgraną ekipą w Europę. Ci co brali udział w Romotripach znają klimat panujący podczas podróży na miejsce. Pamiętacie uczucie, gdy bus wjeżdżał na wydmę i ukazywała się waszym oczom ogromna kuweta??
Więc zapytam krótko: „A może, by tak być w takiej podróży każdego wieczora? A może, by tak budzić się co róż na innym spocie? A może, by tak kłaść się spać i zastanawiać się gdzie jutro będę latać?...Szofer w drogę!!!!”
Ps.
Chciałbym podziękować firmą, dzięki którym ten trip by się nie odbył: Landkiting.pl, Airman Flysurfer Polska, VOLCANO, TSGtechnical,
Więcej zdjęć: LINK FOTO




|